czwartek, 14 marca 2013

Skok do Nepalu



Jesteśmy już ponad miesiąc w Indiach, a tu trzeba jeszcze wrócić do Nepalu. Przepraszam za długie milczenie na blogu i dzięki wielkie za wszelki odzew i wsparcie! Niestety z moim kontem mam trochę problemów, wiec póki co korzystam z Ali. Wybaczcie brak polskich znaków, ale niech już to pójdzie;) a potem liczę Dorotko na Twoja pomoc w korekcie:)
I tak na marginesie, myślę że "św. Antoniczkowi" należy się zasłużony urlop. Strasznie biedak przeciążony pracą ostatnimi czasy... Mam się dobrze i czuje się bezpiecznej niż niejednokrotnie w swojej ojczyźnie. Wszystkie trzy Skorpiony maja ze sobą kontakt i nawet jesteśmy w tym samym kraju:)

Zanim o sławnej "wizycie u mnicha":), to słowo o Kathmandu. Przy całym swoim chaosie ulicznym, brudzie, hałasie i zanieczyszczeniu - odczuwalnymi tym bardziej po powrocie z gór - ma niezliczona ilość ciekawych miejsc i lażenie po uliczkach stolicy wciąga. Fascynujące, że wiele z dawnego życia Nepalczyków i krajobrazu miasta nie zmieniło się po dziś dzień. Ludzie pracują ciężko tradycyjnymi metodami. Stare świątynie, ulice pełne straganów, sklepy kuszące kolorami, nietuzinkowymi ciuszkami, malarstwo thangka, muzyka i wszechogarniający, intensywny zapach kadzidełek. Niestety zdjęcia należą również do utraconych.
Poza energią poświęconą na zamieszanie z kradzieżą, udało mi się zwiedzić świątynny kompleks Swayambhu, ważne miejsce pielgrzymkowe dla buddystów. Od chińskiej inwazji na Tybet w 1949 r. tereny wokół wzgórza stały się domem dla wielu uchodźców tybetańskich.
Przepraszam za jakość zdjeć.

Pielgrzymi zataczający rytualne kolo (“kora”) wokół wzgórza, wprawiając w ruch tysiące młynków modlitewnych. 


Z czterech stron spoglądają oczy wszystkowidzącego Buddy (Adi - Buddy) - symbol mądrości i współczucia.

Kamienie “mani” z tybetańska mantra “Om mani padme hum” (jedna z interpretacji: „W lotosie tkwi cenny klejnot Buddy”).

Lord Bhudda

    Monaster Shree Karma Raj Mahavihar

Swayambhu zwana jest również świątynia małp

Żegnam się z Kathmandu...

Wieczorem koniecznie pyszna przekąska przyrządzana przez ulubioną Thamelowa Dame

                              Jeden z sympatycznych młodych Nepalczykow mijanych codziennie w drodze z-do hotelu

                                           Warzywna thukpa - moje ulubione tybetańskie jedzonko w Nepalu



Pora więc wsiąść na rower, wyczyścić głowę i nabrać nowej energii. Za cel obieram Pharping w pd-zach. części doliny Kathmandu, region polecony przez Karme Sherpe, mnicha - rowerzystę, z którym rozmawiałam w Kathmandu. Ruszam trochę spięta - pierwszy dzień bez Ali i Steffa. Trochę przerażona ciężarem bagażu - Przybyło parę ciuchów po trekkingu, książki (wiedza o Indiach waży) i rzeczy, których nie udało się wysłać do kraju (kto by pomyślał, że akurat sobota). Wyjazd ze stolicy bezbolesny i pięcie się pod górę. Tylko 23 km do Pharping, ale droga niełatwa, strome podjazdy. 
W Pharping ulice mnisiobordowe, spokój, z monasterów dochodzą dźwięki modlitwy, gwar rozmów i zabaw młodych mnichów. Karmy akurat nie ma w Pharping, więc nie spotykamy się tego dnia. Gościnne mniszki udostępniają mi pokój. Wieczór przy dźwiękach bębnów i modlitwy, rano budzą mnie gongi i mantry. Ładne miejsce, niezwykle radosne mniszki (mamy ubaw z naszej komunikacji, bo z angielskim u nich krucho), przeraźliwie ujadający na mnie pies Jathrag (myślałam, ze nie pasuje mu inne ubranko, ale na mnichów z zewnątrz też się pieklił;).

Pharping - jeden z licznych monasterów




Naturalna wersja Ganesh (Ganes) -hinduistycznego boga szczęścia, witalności i dobrobytu
Gościnne progi klasztoru żeńskiego
Thukpa w towarzystwie radosnej mniszki
Tysiące mantr unoszących się do nieba
W 'carom' w Nepalu grają wszyscy
Wieczorem następnego dnia spotykam przypadkiem Karme. Pokazuje mi swój dom i miejsce do medytacji, z którego de facto po raz drugi został skradziony jego laptop, więc nie jesteśmy osamotnieni w stracie.
Pobyt w Pharping bardzo przyjemny. Tego potrzebowałam – ciszy, natury, uspokojenia głowy.

Uroczy, nieprawdaż? :)
Godziny spędzone w niewielkim punkcie pocztowym, żeby wysłać podarunki do kraju. Na początku irytacja, potem kupa śmiechu
Między narodowy wkład w tworzenie nowej flagi -materiał z Armenii, szycie w Iranie i pięknie wystrugany nepalski patyk.
Następnego dnia piękna pogoda, po krótkim zjeździe z Dakshinkali zaczyna się pięcie na przełęcz. Droga wąska, kamole, bardzo strome podjazdy, ruch póki co nieduży, ale wystarczający żeby sklinać na przeraźliwie trąbiących kierowców. Na szczęście wokół ładne góry, uśmiechy ludzi, rozmowy, leniwie toczące się życie w wioskach. Nepalczycy pracujący  w polu, przesiadujący przed sklepami i domami, wygrzewający się na słońcu. Smaczna warzywna thukpa, chłopcy częstujący herbatą... 

W drodze Dakshinkali - Kulekhani

Pani z lewej jak mnie zobaczyła, zaczęła komicznie tańczyć:)








Warunki drogowe niełatwe na rower, ale mimo to polecam tę trasę


Ja nią zachwycona, ona zdziwiona moim widokiem
Z Kulekhani ruch większy i serpentyny na kolejną przełęcz do Deurali. Krótko mówiąc, dostałam tu w d.... Spore nachylenia, fragmenty z kamolami, robi się zimno i głodno. Pani mówi, że do Deurali 5 min. piechotą. Jadę jeszcze pół godziny... I to obłędne, słyszalne z kilku km. przeciągłe trąbienie. Zmęczenie nie toleruje już tej specyfiki nepalskich dróg, a kierowcy nie ułatwiają manewrów na drodze. Na  przełęczy znajduje się kilka budynków, pytam o nocleg, ale w jedynym skromnym hotelu nie ma miejsca, ludzie informują żeby jechać 8 km do miasta. Jednak po chwili wersja się zmienia i z ulgą zbieram graty do małego pokoiku. Potem już tylko przyjemności - dhal baat, pyszna herbata masala z mlekiem, wieczór w towarzystwie Nepalczyków. 
O wschodzie słońca piękny widok na Himalaje (niestety nie na moim aparacie) i powolny zjazd z przełęczy – ostre zakręty, duże nachylenie, bardzo wąska droga i fragmenty bez asfaltu. Piękne slońce, zielone pola, ubogie domostwa i wokół góry...








Za Bhimphedi wjeżdżam na główną drogę z Kathmandu. Wygląda na to, że odtąd jadę po śladach Ali i Steffa:) Przed Hetauda zatrzymuje się przy świątyni hinduistycznej, Trikhaudi Mandir. Miejscem opiekuje się Khoppar Baba. Rozmawiamy przy wysmienitej herbacie masala, co prawda mam kłopot ze zrozumieniem jego bardzo szybkiej mowy, ale wymiana zdań jest;) 
Od Narayangadh rozpościera się teren Rezerwatu Parsa, ale trzeba jechać dalej – przydrożne słupki informują, że do Butwal zostało 109 km. Noc spędzam w hotelu w Parsie. Wjeżdżam do miasta tuż przed zmierzchem – tumany kurzu i smog unoszą się na ulicami. Nie czuję się dobrze z tym “hotelowym stylem”, marzę o nocy w namiocie, ale potrzebuje czasu żeby wyleczyć się ze złych myśli i uprzedzeń. Długo nie mogę zasnać – hałas na drodze nie ustaje.

Khoppar Baba
Przy palenisku z ogniem Khoppar nakłada mi popiół na czoło
We wnętrzu Trikhaudi Mandir


Chce taki piec, oczywiście nie na Rusznikarskiej;)
Pogaduchy z dzieciakami

Następnego dnia przy wjeździe do Sauraha, zatrzymuje się żeby spytać o kierunek do Parku Chitwan i nagle słyszę głośne “Anaaa!”. Z przeciwnej strony widzę nadjeżdżające dwie żaby, w dodatku na rowerze:) Śmiech, uściski i potok slow:) Odtąd pedałujemy razem.
W jednym z miast próbujemy “paan”, popularnej wśród Nepalczyków przekąski-używki. To słodka, aromatyczna mieszanka orzecha betela (zwanego również orzechem areca), pasty z limonki i kolorowych przypraw. Wszystkie te tajemniczo wyglądające składniki zawinięte są w liść betela. My skusiłyśmy się na słodki “mitha paan”, jest jeszcze wersja “saadha paan” z tabaka. Paan jest żuty namiętnie przez Nepalczyków, a później siarczyście spluwany na ulicę. Po latach zęby stają się czerwone, czarne i gniją. Zawiniątko “mitha paan” ma być doskonałym uwieńczeniem dobrego posiłku. Należy żuć go powoli aż zacznie wydzielać orzeźwiające soki. Kawałek po kawałku gryzłyśmy ostrożnie miksturę, Ala dotrwała do końca, ja do połowy. Bardzo dziwne smaki, mydlano-slodkawe.


"Mitha paan" - wygląda lepiej niż smakuje

Trasa: Kathmandu-Pharping-Dakshinkali-Kulekhani-Deurali-Hetauda-Basamadi-Manahari-Parsa-Sauraha


Po pierwszych dniach w Indiach do głowy przychodzi przewodnikowe zdanie o tym, ze Indie można pokochać lub znienawidzieć (tak tak, wiem że już skądś to znacie, ale co zrobić jak tak było;) Z przerażeniem myślę, że póki co bliżej mi jest do tej drugiej czesci… Świetna szkoła cierpliwości, wytrwałości, adaptacji do nowych warunków;) ale ten klimat już świetnie oddała Ala.  Na szczęście w Sikkim odnalazłam swój azyl:) ale o tym następnym razem. Tymczasem pozdrawiam Wszystkich ciepło również z Rajastanu, jednak z innego miasta - Zgaduj-Zgadula: z jakiego? Miasto słynie z indyjskich słodkości i znajduje się tu największa w Azji farma wielbłądów.
Ania

Do kolejnego przebudzenia!








19 komentarzy:

  1. Ah Sikkim, dobry wybór Anno :) i zazdrość bo chciałoby się tam wrócić :) - pozdrawiamy z Opola :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to nie wiedzialam, ze byliscie:) Dziekuje i pozdrawiam goraco! Ania

      Usuń
    2. Anno dziękujemy pięknie za kartkę :) - wysłałam Ci mejla :) - świąteczne buziaki! Opolanie ;)

      Usuń
  2. Hura-super że udało Ci się Kochana do nas napisać. Wszyscy Kibice z utęsknieniem czekają na Wasze nowinki. A zdjęcia i tak są cudne. Bużki dzieciaków takie milutkie. Aniu pokaż też swoją buzię/na zdjęciu/-tęsknimy.
    Wygląda na to że chcecie nam pokazać całe Indie-no,no.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu-załatw taki piec i prześlij do R-rza.
    Przyda się na działkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamus, po przyjezdzie sami bedziemy bawic sie w budowniczych:) Sciskam! Ania

      Usuń
  4. Hej Aniu, nareszcie jakieś wieści od Ciebie! Mam nadzieję, że wkrótce będzie ralacja z Twojego pobytu w Sikkim... tyle ciekawych rzeczy nam przekazujecie opowieścią , zdjęciami... a to miasto w którym jesteś to Bikaner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza sie:) Czy to Ty Pati? Sciskam goraco! Ania

      Usuń
    2. Tak to ja, zapomniałam się podpisać. Czekamy na kolejną relację z Waszej wyprawy, tylko żebyśmy nie musieli zbyt długo czekać... buziaczki-patyk

      Usuń
  5. Nareszcieeeee razem!!!! Super fotki i wogóle wszystko superrrrrrrrrr. Oby tak dalej i pomału może bliżej Europy?

    OdpowiedzUsuń
  6. Ania! Piękne dzięki za opowieść...ściskam mocno i czekam na kolejne, ciekawe wpisy!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj Anulko!nareszcie sie odezwałaś ,nawet nie wiesz jak czekaliśmy na wieści od Ciebie,tak jak rybka na wodę ,ogromnie się cieszę że nie jesteś już sama,wszystko jest takie ciekawe co piszesz i takie pękne zdjecia,jesteśmy pod wrażeniemWaszych przygód i przeżyć.Tyle zdziałałaś i przeszłaś dziewczyno ,że marzenie o takim piecu i osiągnięcu go to dla Ciebie pestka.Całuski i pozdrowionka od Wszystkich,uważajcie na siebie i piszcie,Bogusia z całą ferajną.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziś dopiero zobaczyłam wpis.Jutro się wezmę do roboty ;-). Piękne opowieści i zdjęcia, brak słów. Ściskam mocno! Dorota

    OdpowiedzUsuń
  9. Anulka!! SZALEŃCZO mocno dziękuję za kartkę!!! Nawet nie umiem opisać, jak miła (ba! fantastyczna) była to niespodzianka i przyjemność znaleźć ją w skrzynce pocztowej w małych Liszkach zasypanych jeszcze wiosennym...śniegiem! Bardzo mocno Was ściskam obie (właściwie Waszą trójkę), całusy gorące przesyłam i powodzenia w dalszej pięknej drodze :) Aga

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziekuje Agus! Sciskam mocno i goraco ze zlotego Jaisalmer (uff jak goraco...)! Ania

    OdpowiedzUsuń
  11. Skorpiony drogie! Zaraz Wielkanoc (choć u nas aura raczej bożonarodzeniowa). Gdziekolwiek się podziewacie, niech dotrą do Was nasze najserdeczniejsze życzenia świąteczne! Wracajcie już do nas i przywieźcie nam trochę słońca. Ściskamy mocno i baaaardzo dziękujemy za piękną kartkę.
    Maja i Krzysiek

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak daleko od nas jesteście drogie Skorpiony-kolejne Święta bez Was.
    Ściskamy Was świątecznie. Tęsknimy bardzo. Zmierzajcie już do domciu!!!!
    Przywieżcie troche ciepełka bo u nas zimno, brrrrrrr....... Buziaki.

    OdpowiedzUsuń