sobota, 9 marca 2013

Niedostosowana społecznie

Czasem zastanawiam się, co tak naprawdę w życiu jest normą... Dalej nie potrafię zredefiniować wyuczonego pojęcia. Minęło prawie 1,5 miesiąca pobytu w Indiach. Na szczęście wiele się zmieniło, ale na początku czułam się niedostosowana społecznie.




Przekroczenie granicy nepalsko - indyjskiej jest dla nas zaskoczeniem. Turysta musi rozglądać się za odprawą graniczną, nie ma standardowych bramek, czy sprawdzania bagaży. Prawdopodobnie gdybyśmy mieli chustki na głowach i nie mieli byśmy rowerów, nikt nie pytałby nas o paszport.


Granica nepalsko- indyjska. Przejście w Sunauli.
Powinnam również zedytować wpis, że w Nepalu był hałas - tam był szmer :) w Indiach usłyszeliśmy co to jest  hałas, harmider, rumor. W prowincji Utter Pradesh mają inną kulturę jazdy...Drogi po których się poruszaliśmy, to nic innego jak cyrk. Miałam wrażenie, że dostałam 24 godzinny karnet do cyrku, tylko niestety nie potrafię z niego wyjść. Kierowcy mają przyklejoną rękę do klaksonu i chyba boją się ją oderwać. Nie ważne, że na drodze nie ma nikogo, być może pozdrawiali leżące kamienie przydrożne lub krowy. Nikt nie używa tam lusterek, może z obawy że zobaczy siebie:) a więc widzenie tunelowe i kto ma większy klakson ten pan szosy. Pierwszy raz podczas tej podróży dostałam słowotoku wulgaryzmów, jechaliśmy i krzyczeliśmy, a czasami  po 2-3 godziny pedałowania byliśmy strzępkiem nerwów.


O zwierzątka tam się dba, w końcu mamy zimę:)

Idolami były zwierzęta, jakby były ponad wszystkim. Psy śpiące przy ulicy, krówki zrelaksowane. Zazdrościłam im, że nie potrafię tak jak one:) Po kilku dniach założyliśmy słuchawki z muzyką i dźwięki "cyrkowców" były nie tak wyraźne. To co również nas przygniatało w początkowych dniach to brak prywatności i brud. To niesamowite, ale ludzie są tam wszędzie, a do tego mają niesamowite zdolności. Tak jakby nabyli umiejętności zwierząt, ale w dobrym tego znaczeniu. Są jak sokoły, psy, krety czy sowy. Rozstawiamy namiot, nikogo nie ma, a po chwili jest już całe zgromadzenie, tak jakby wychodzili spod ziemi, spadali z drzew:)
Fizjologiczne potrzeby nie do końca trzeba robić w prywatności, można na ulicy lub przy ulicy. Moim ulubionym miejscem podczas pierwszych dni była toaleta na stacji benzynowej, niestety nie była ona często. Mogłam przez chwilę zamknąć drzwi i nikt niczego ode mnie nie chciał i na mnie nie patrzył;). Trudne były początki, co nie znaczy, że nie spotykaliśmy wielu sympatycznych i uśmiechniętych ludzi.  To my mieliśmy problem z dostosowaniem się do nowej rzeczywistości... Na szczęście ciastka były wszędzie i można było oddać się błogiemu łasuchowaniu, oczywiście przy dźwiękach klaksonów;)


Bardzo słodkie jalebis. 






Ten pan zmiękczył moje serce:) Wręczył mi kwiaty.






Chciałam, żeby na ulicy były tylko woły i rowery:)



Obserwatorzy namiotów, tym razem wersja light.

Dotarliśmy w końcu do Allahabad na Swieto Kumbh Mela. Kumbh Mela odbywa się co 12 lat (więcej info na http://kumbhmelaallahabad.gov.in/english/index.html). Jest to bardzo ważne święto dla wyznawców Hinduizmu. Miliony pielgrzymów z całego świata odwiedza święte miejsce Sangam- spotykają się tam  dwie rzeki Ganges i Yamuna. Hindusi zanurzają się w świętej rzece. Widzimy ogromne miasteczko namiotowe, które kojarzy mi się z Przystankiem Woodstok:), tylko mieszkańcy troszkę inaczej wyglądają. Wieczorami koncerty, modlitwy i tańce. To wszystko bardzo ciekawe, jednak żeby choć część tego wszystkiego zrozumieć należało by zostać tam przynajmniej tydzień. My nie mamy w sobie takiej energii, chcemy znaleźć tylko ciszę:).




Najpierw myśleliśmy, że pan chce poczęstować nas mlekiem. A on ofiarował je świętej rzece Ganges.
















Podczas pobytu w Allahabad zamieszkaliśmy w biurze a raczej w garażu.

W Allahabad podejmujemy też decyzję, że na chwilę rozstajemy się z Anią. Ona chce jechać w góry do prowincji Sikkim, a ja ze Steffenem chcemy zobaczyć południe Indii.
Udajemy się na dworzec kolejowy w celu zakupu biletu. Dla  laika kupno biletu jest na początku nie lada wyzwaniem, to znaczy kupno biletu dla człowieka jest prostsze, gorzej sprawa wygląda z transportem roweru. Ile czasu spędziliśmy na dworcu nie pytajcie, bo sama w to nie mogę uwierzyć, za to po kilku godzinach okazało się, że nie możemy zabrać ze sobą roweru. W trakcie Kumbh Mela wyszło specjalne rozporządzenie o zakazie transportu m.in. rowerów  z Allahabad. Musimy zatem jechać do innego miasta.
Autobusem jedziemy do Varanasi i tam okazuje się, że nawet jeśli kupimy bilet to i tak nie mamy pewności, że wezmą nam rowery- mogą być zapchane wagony i nie otworzą go na stacji. Gwarancje transportu rowerów dostajemy tylko w przypadku, jeśli pociąg rozpoczyna bieg z Varanasi. Można oczywiście zaryzykować z rowerami, a w przeciwnym razie stracimy część kasy za bilety. Musimy zatem zmienić plany i w konsekwencji decydujemy się na pociąg do ...

Zgaduj- Zgdula : Gdzie w konsekwencji pojechaliśmy pociągiem?  Skojarzenie: stolica jednego z krajów Europy + karta do gry. Oczywiście jest to bardzo duże miasto.

Czekamy na pociąg 3 dni, ale był to dobry czas pod wieloma względami. Centrum Varanasi oczywiście jest głośne i zatłoczone, ale udało się znaleźć hotel, a na jego dachu było cicho:) W nocy można było wsłuchiwać się w dźwięki tabli, a w ciągu dnia podziwiać popisy latawców. Dodatkową atrakcją były małpy, które figlowały, skakały i kradły ciastka. Varanasi to miasto, które słynie m.in z jedwabiu. Mnóstwo sklepików, a więc oczywiście udaliśmy się na zakupy. Omal w każdym sklepiku, chcieli nam pokazywać jak rozróżnić jedwab od sztucznych materiałów. Podpalony jedwab ma zapach spalonych włosów, a dodatki sztuczne pachną jak plastik. Wpadamy w szał zakupów:)

Życie na dachach kwitnie. Przypomniała mi się książka "Chłopiec z latawcem".


Porządek musi być!

Varanasi to również święte miasto. W świętej rzece Ganges można również oczyścić się od grzechów podczas kąpieli, pomedytować, ale również jest to miejsce gdzie pali się zwłoki. Wzdłuż rzeki, znajduje się wiele ghat (schody do rzeki). Każda ghata ma swoje przeznaczenie. Spokojnie spacerujemy i obserwujemy ludzi. Jest mnóstwo pielgrzymów, żebraków i kobiet, które suszą swoje sari. Varanasi jest bardzo klimatyczne. Można zanurzyć się w labiryncie wąskich uliczek (galis). Widzimy ludzi niosących zwłoki do Manikarnika Ghat (miejsce kremacji zwłok), ale również najdłuższą kolejkę ludzi jaką kiedykolwiek widziałam. Wszyscy stoją do Swiatyni Vishwanath.
Gdy tak spacerowałam nagle zobaczyłam znajoma mi postać. Mój wzrok przyciągnął jego spojrzenie. Nieogolony, zarośnięty, prawdziwy rowerzysta:). Był to Rob, z którym podróżowaliśmy w Iranie. Wpadliśmy sobie w ramiona, a potem długo ze sobą wszyscy rozmawialiśmy. Skończyło się na tym, że Rob przeniósł się do naszego hotelu.





Oczyszczająca kąpiel w Gangesie












W specjalnym biurze na dworcu kolejowym kupujemy bilety dla naszych rowerów. Formalności trwają gdyż urzędnicy chcą szczegółowe dane np. nr ramy rowerowej. Na bilecie widzimy, że nasze rowery ważą 80kg. Dowiadujemy się, że jest specjalna tabela rządowa i wg niej rower waży 40 kg a płaci się za kg:)Jest to biuro, w którym są tysiące paczek. Wsiadamy do pociągu, ale szybko sprawdzamy przed odjazdem, czy nasze wehikuły są w wagonie bagażowym. W pociągu mnóstwo ludzi, ale to był dopiero początek. Pierwsze 120 km jedziemy ok 14 godzin. Widzimy znowu Allahabad, a tam ogromne tłumy na dworcu. Ludzie szturmują pociąg - są wszędzie. Wszyscy wracają z Kumbh Mela, a dodatkowo 10.02 odbywało się najważniejsze kąpanie. W pociągu dowiadujemy się, że podczas ubiegłego dnia ok.40 ludzi zmarło podczas masowej kąpieli. W kolejnych godzinach podróży pociąg pustoszeje. Dojeżdżamy na miejsce po 48 godz. z 12 godz. opóźnieniem, a więc nie jest źle:)



W końcu można odpocząć...Początkowo nie byłam w stanie nawet zrobić zdjęcia. 


Dojeżdżamy na południe. Wita nas 40 stopni ciepła i nagle widzę więcej kolorów. Jest spokojniej.

P.S Z Anią wszystko w porządku, miała utrudniony dostęp do internetu w Sikkimie.

Pozdrawiamy Was serdecznie. 

7 komentarzy:

  1. Witajcie kochani! tak bardzo czekaliśmy na wieści od Was,jesteście niesamowici.Oj Anulko znowu sama gdzieś się zapuściłaś,nie rób tak więcej ,boimy sie o Ciebie,a zresztą co troje to nie jedna.Dziękujemy za tyle ciekawostek i pieknych zdjęć,powodzonka i pozdrowionka od wiernych fanów.Bogusia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale dobrze, że w końcu mamy wieści od Was!!!! Piękne kolory, opowieści, przygody... Oderwanie od poznańskiej zimowej rzeczywistości. Uściski dla Wszystkich!!!M. ps. Ania nadal czekam na relację ze spotkania z tajemniczym mnichem ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Alu-bardzo dziękujemy za relację i piękne zdjęcia. Z Anią mamy kontakt ale bardzo
    fajnie zobaczyć Ją po takiej długiej przerwie na zdjęciu.
    W telewizji i internecie podawali że w Allahabad ludzie się wzajemnie stratowali.
    Pomimo to iż wiedzieliśmy że Was juz tam nie ma to serca mieliśmy na ramieniu.
    Życzymy całej Trójce miłych wrażeń,dużo dobrych ludzi,spokojnej jazdy.
    Zmierzajcie juz powoli w naszym kierunku!

    OdpowiedzUsuń
  4. Witajcie, dobrze znowu czytać Waszą historię i widzieć Was na blogu, kolorowe i tłoczne Indie, czy pociagiem dojechaliście do Chennai(Madras)? -patyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patyczku, nastepnym razem nie biore przewodnika tylko bedziesz moim nawigatorem. Oczywiscie zgadlas;)Pozdrawiam cieplo

      Usuń
  5. Ala, uwielbiam czytać Twoje wpisy. Wyobrażam sobie zapachy w pociągu:) Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bylo tak zle do konca byla woda, a rano tlumy myly zeby:)Usciski!

      Usuń